|
Autor |
Wiadomość |
Gendek
Licealista

Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 123 Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/6
Skąd: tyle tandety?
|
Wysłany:
Pon 21:15, 30 Paź 2006 |
 |
Kazali mi napisać recenzję spektaklu " Odchodzi", powstałego na podstawie poemacie Różewicza "Matka odchodzi" Sceny Plastyczej KUL. Przez pół godziny wirowały widzom nad głowami światełka, plansze, pudła, zdjęcia, grzyby, zjawy i inne "środki artystycznego przekazu".
Nikt nie zrozumiał o co właściwie chodzi.
Ja też nie.
Wszyscy byli zachwyceni.
Ja też nie.
Póżniej musiałam oddać treść, wyrazić podziw. Kłamać. Dla mnie to żaden problem. Zastanawiam się, czy ktoś jeszcze wierzy w szczerość słowa pisanego. Jeśli tak, to znaczy, że nie wyrósł z dziecinnej naiwności. Sztuka staje się rzemiosłem. Przykro mi, że w tym uczestniczę.
Oto namiastka garści słów, którą wszyscy kupią. Może odnosić się do każdego gniotu, który ktoś wcześniej uznał za dobry. Ponieważ nie można obalać takich świętych krów, jak docenione wcześniej przez starych krytyków "dzieła".
Rażące światło skierowane wprost w oczy widza, przysłaniającego ręką czoło. W tak nachalnej jasności nic nie da się ukryć. Nic nie umknie uwadze sąsiada. Krótkie spojrzenie w bok. Pan w garniturze niecierpliwie rozgląda się wokoło. Kiedy się zacznie? Kiedy się zacznie? Kiedy...
Muzyka delikatnie penetruje uszy, dając do zrozumienia: „Koniec szeptów. Teraz ja!”. Reflektory bledną, gasną, wypalają się. Ciemność. Nie ma sąsiada, nie ma Ciebie. Skoro nie widzisz nawet wyciągniętej ręki, skąd masz pewność, że jesteś? Uspokaja świst własnego oddechu. Więc jestem ja, Ciemność, Muzyka i ręka. Czerń przerzedza się, a ja z wyciągniętą ręką czuję się przyłapana. Na zwątpieniu. Co chcę sprawdzić ręką? Złapać mrok? Odchodzący też chwyta, łapie, szuka zaczepienia. Naprawdę? Chyba tak.
Dwa jasne skrzydła skupiają wcześniej rozproszoną uwagę. Skrzydła zmieniają się w bloki skalne, uchylając się, wskazują drogę. Dokąd? Znowu w czerń. Jakby głosiły: „Jest jedna droga”. Czerwone frędzle krzątają się potrącane wiatrem. Powiew czuję na policzku. Lub tylko mi się zdaje. Otoczona iluzja i pustką, przełykam aurę zaświatów. Ciężkostrawna. Szukam Słowa. Lecz żadne Słowo nie padnie w tym spektaklu. Jest za to obraz. Widzę teraz wyraźnie kobietę. Starannie upięte włosy. Prostota, spuszczony wzrok. Zbliża się, rośnie, oddala. Kolejna sztuczka twórców. Przyjmuje postać leżącą, cały czas dryfując w nieokreślonej odległości od widzów. Bliska i daleka. Teraz leży w trumnie. A trumna być może nie jest trumną, tylko ramą obrazu. Zbyt dużo niedopowiedzeń. Zaczynam tęsknic za dosłownością. Za światem, gdzie matka będzie matką, nie mglista zjawą. Jakby odejście musiało oznaczać nurzanie się w półcieniach i mgłach. Inaczej byłoby... mało dramatyczne? Kolejne wizje, ona w centrum. Brak ostrości, urojone kontury. Zagadkowa postać z mozołem przesuwa po scenie prostokąt, w którym uwięzieni bohaterowie, matka i syn, muszą pogodzić się ze swoim losem. Prostokąt zatacza koła. Dzieje się dalej, dzieje się akcja, dzieje się umieranie. Bez nagłych zrywów, nieodwracalnie i konsekwentnie dzieje się umieranie.
Cicho.
Czyli tak? Czyli koniec? To tyle? Dyskretnie jak opadający puch. Widzowie są wścibscy, wpychając się pomiędzy matkę a syna. To ich miłość, ich koniec, a my podglądaliśmy. To w cale nie umocni nas i nie przygotuje. Nie łudźmy się, że zrozumieliśmy więcej i poczuliśmy. To iluzja, tak jak i cały spektakl. Co więc jest prawdziwe? Miłość, Matka i ból odejścia.
Był taki człowiek, któremu waliła śmietanka intelektualna, waliły mu zasady, kultura języka, pisał to, co myślał.
Był artystą.
Poza tym alkoholikiem i starym świntuchem, ale to każdemu można wybaczyć. Nazywał się Charles Bukowski i deklarował, że wszystkie jego teksty spisywał po paru głębszych. Niedościgniony ideał. Pisarz z krwi i kości.
A my? Skazani na lanie wody i zbieranie uschniętych laurów. Co jest więc prawdziwe? |
Post został pochwalony 0 razy
|
|
 |
 |
|
 |
Aleksander
Forumowy Bajarz
Dołączył: 23 Lis 2005
Posty: 465 Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 4 razy Ostrzeżeń: 0/6
Skąd: Z miejsca, gdzie "mój jest ten kawałek podłogi"
|
Wysłany:
Wto 12:15, 31 Paź 2006 |
 |
Oj, Karolina poruszyłaś tu nieco parę ważnych spraw.
Primo:Rozumiem, że Różewicz ci się nie spodobał(nie wypowiadam się na temat tego spektaklu, nie widziałem,ale twórczość Tadeusza R. ogólnie cenię ), ale dlaczego sądzisz, że musisz kłamać? Tylko dlatego, że ktoś inny będzie to czytał? Uważam, że nonkonformizm pod tym względem jest akurat dobry.Ja nigdy nie kryję swojego zdania na temat jakiegoś dzieła. Nawet w stosunku do ekhm... pani profesor. Wiem, teraz dużo osób uważa mnie za lizusa. Uważam, że wtedy zrobiłem to, co powinienem. A ci którzy chodzili do szkoły przed wakacjami pamiętają, że wyraziłem dość dobitnie opinię o "Cierpieniach młodego Wertera." Kolejna kłótnia była przy okazji "Giaura." I co? Nic mi nie jest. Dlatego nie uważam, żebyśmy zostali skazane na "uschnięte laury".
Secundo: Z drugiej strony zachodzi tu pewne niebezpieczeństwo. Nie można też oceniać zbyt płytko. Jak przeglądam internetowe fora i czytam że Mickiewicz jest grafomanem, Słowacki jest grafomanem, Żeromski jest grafomanem, to coś się we mnie gotuje. Dzisiaj młodzież często nie potrafi zrozumieć dzieła. A ocena powstała z tego może być tylko krzywdząca nie sądzisz? Dlatego, jeżeli jak sama przyznałaś nie pojęłaś o co chodzi Różewiczowi, to nie powinnaś używać słowa gniot...
(Choć zdarzają się odwrotne przypadki. Na ocenę mojego sonetu przez panią profesor czekałem cztery dni. Po tym czasie usłyszałem tylko, że jest "dobry". Nic więcej. Doszłem wreszcie do wniosku, że Kledator nic nie zrozumiał...)
Tertio: Może cie rozczaruję, ale takich jak Bukowski było na pęczki, mendle i tuziny. Czytałem parę wierszy Amerykanina i muszę przyznać, że są całkiem niezłe. Tym niemniej taka awangarda też stanowi swoją kliszę. Parę miernot piszac w taki sposób dostało się do historii literatury. Za jednego z najważniejszych polskich pisarzy modernistycznych(uderzali w podobne tony, ale w trochę inny sposób) uznaje się Przybyszewskiego. Twórcą był marnym, nie napisał niczego wartościowego, ale przewodził całemu ruchowi.
A jeżeli interesuję cię amerykańska awngarda gorąco polecam w necie znaleźć poemat "Skowyt" Ginsberga. A z Polaków: przede wszystkim często genialny Andrzej Bursa (wiersz "Pantofelek" zmieni twoje spojrzenie na poezję, zapewniam ) i Rafał Wojaczek. |
Post został pochwalony 0 razy
|
|
 |
 |
Gendek
Licealista

Dołączył: 04 Gru 2005
Posty: 123 Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/6
Skąd: tyle tandety?
|
Wysłany:
Wto 21:28, 31 Paź 2006 |
 |
Utwór Różewicza jest jasny i klarowny, tylko wizja reżysera, który chciał go przenieść na scenę zbyt "wybujała" i przez to nieczytelna.
Czasem brakuje mi zwyczajnej, ujmującej prostoty w teatrze. |
Post został pochwalony 0 razy
|
|
 |
 |
Gran Maestre
Licealista

Dołączył: 23 Lis 2005
Posty: 147 Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 3 razy Ostrzeżeń: 0/6
Skąd: z zapomnianych krain...
|
Wysłany:
Śro 13:07, 01 Lis 2006 |
 |
ja też byłem na tym spektaklu i zgadzam sie z recenzja Karoli, chociaż sam nie umiem ubrać tego w tak piekne słowa.......
Myśle, że o tym przedstawieniu świadczy takze pewien fakt: gdy nadeszłą kolejna "przerwa", tym razem właczyli jednak światło, wszyscy siedzieli cicho wciaz wpatrzeni w scene i czekajacy na zakończenie przedstawienia... Dopiero po dobrych kilku minutach, gdy na widowni panowal juz wlasciwie gwar, ktoś zaczał klaskać a inni się przyłączyli..... ZADEN WIDZ NAWET NIE DOMYSLIL SIE ZE PRZEDSTAWIENIE SKONCZONE, dopiero po kilku minutach.... :]
Lubie Rózewicza, jednak dla mnie to nie był RÓŻEWICZ..... |
Post został pochwalony 0 razy
|
|
 |
 |
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB
© 2001/3 phpBB Group :: FI Theme ::
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
|
|
|